Zazwyczaj nie jestem zainteresowany zbytnio dużymi modami. Często ambitne plany twórców i najlepsze chęci nie wystarczają, aby poziom rozgrywki choć dorównywał grze, na której modyfikacja bazuje. Renegade X od razu rzucił mi się w oczy jako świetny kandydat na przełamanie tego trendu, a że przy okazji jestem fanem serii Command & Conquer i świata Tyberium nie miałem okazji przemierzać pieszo już od ładnych paru lat, to Black Dawn ściągnąłem już w dniu premiery.
Podczas gdy usiłowałem znaleźć solidny serwer do pobrania modyfikacji (w końcu stanęło na starym, dobrym torrencie), snułem swoje przypuszczenia na temat rozgrywki. Marzeniem rzeszy miłośników strategii jest od dawien dawna możliwość własnoręcznego pokierowania jednostkami prosto z pola bitwy. Oryginalny Renegade strategią wcale nie był, ale dawał namiastkę tego, jakby mógł wyglądać taki patent w praktyce.
Zaczyna się nieźle. Menu główne robi kapitalne wrażenie, choć nie skrywa pod sobą wielu ustawień. Nie zwlekając wiele uruchamiam więc pierwszy rozdział minikampanii dla pojedynczego gracza. Podobnie jak kiedyś, także i tym razem lądujemy w skórze Havoca, legendarnego bohatera „dobrych kolesi”, czyli GDI. Wraz z resztą ekipy jego zadaniem jest wydostanie doktora Ignatio Mobiusa i jego córki z rąk „bandziorów”, czyli Bractwa NOD.
Pomimo tego, że Black Dawn trwa zaledwie półtorej godziny i stanowi w istocie jedną misję, jest podzielony na 9 podrozdziałów, między którymi gra ładuje pliki i uracza nas przerywnikami filmowymi. Dzięki kwestiom dialogowym Havoca ich jakość waha się od znośnych do kruszących zęby, a niestety nijak nie da się ich przewinąć. Ok, ja rozumiem, że główny bohater ma być cynikiem rzucającym wesołkowate teksty na modłę kina akcji lat ’80, ale mój Boże któż mu pisał rolę?! Specjalnie sprawdziłem czy teksty Havoca z oryginalnego Renegade’a były równie badziewie, ale w istocie wypadają o niebo lepiej.
Męczące cut-scenki to nie jedyny problem struktury Renegade X – czasem nie zagramy więcej niż pięć minut, a już ładuje się następny rozdział! Ba! Podczas pierwszego w zasadzie obserwujemy tylko jak my i nasz team dopływamy do brzegu… Poza tym są bugi oraz katastrofalna Sztuczna Inteligencja, zmuszające nas czasami do cofania się do początku podrozdziału, gdzie czeka nas kolejny obowiązkowy seans z przerywnikiem filmowym.
W każdej strzelaninie najważniejszy jest arsenał oddany do dyspozycji gracza i ten jest naprawdę zacny, a do tego nawet ładny. Na swojej drodze napotkamy raczej standardowy sprzęt, acz pod koniec gry przyjdzie nam smażyć przeciwników Czarną Wdową, czyli swego rodzaju miotaczem elektryczności. Radość ze strzelania szybko jednak spada, kiedy odkrywamy jak głupi są przeciwnicy i jak bardzo nie potrafią strzelać. W skrajnych przypadkach zdarza im się ignorować gracza, bądź brać nogi za pas z pola bitwy bez żadnego wyraźnego powodu.
Zdecydowanie najjaśniejszym punktem Renegade X jest jego oprawa audiowizualna. Prawda, Havoc ma wyjątkowo paskudny ryj, a wiele elementów wygląda jak z poprzedniej epoki, ale Unreal Engine 3 robi swoje. Efekty świetlne i cząsteczkowe są gwiazdą wieczoru, co możecie zobaczyć na okraszających recenzję obrazkach. Ścieżka dźwiękowa, opierająca się w znakomitej większości na utworach Franka Klepackiego z oryginalnego Renegade’a, to w zasadzie jedyna rzecz, której nie mogę nic zarzucić. Jednocześnie czuć klimat starego, dobrego Command & Conquer, a zarazem nie zalatuje to poprzednią generacją. Całą muzykę z moda można pobrać ze strony autorów, do czego gorąco zachęcam.
Nie będę ukrywał, że nieco inaczej wyobrażałem sobie moją przygodę z Black Dawn. Wszystko przez zwiastuny, które wybornie podkreśliły wszystkie zalety gry i ukryły znakomitą większość wad i niedoróbek. Renegade X nie jest jednak produktem skończonym, acz swego rodzaju przystawką przed daniem głównym w postaci rozgrywki wieloosobowej. Na obecnym stadium raczej nie wyobrażam sobie, aby w taką grę pocinał po sieci z własnej woli ktokolwiek inny niż grupa ludzi zaangażowana w developing, jednakowoż perspektywy są obiecujące. Ja cieszę się, że miałem okazję zagrać w mod Totem Arts choćby tylko z uwagi na spektakularne uderzenie Działa jonowego.
Download: strona Renegade X | forum Epic Games
Zwiastun
Motyw przewodni
Utwór Blinded
Komentarze
Zassałem, zagrałem i
Zassałem, zagrałem i odinstalowałem.
Żenada jak dla mnie. Takie bugi to mnie chyba długo nie zaskoczą.
Panie autorze recenzji zgodzę się z tym co wyżej wypisane, choć ja chyba nie jestem aż tak zagorzałym fanatykiem serii Command & Conquer (od tej pory) i nie przeszedłem moda do końca (nie pozwolił mi)
Do gusty przypadła mi ta snajperka z wypasionym zoomem
i wybuchy oraz ogień zrobiła na mnie wrażenie.
Pierwszy podrozdziału zakończyłem za 6 razem, nie z powodu śmierci (tam nie zginiesz z ręki wroga) 3 razy błąd podczas gdy płynąłem to nagle znalazłem się za burtą daleko od brzegu
2 razy znalazłem pod mapą
i raz podczas desantu coś lub ktoś, (nie mam pojęcia co to było) mnie zabiło (podejrzewam moich pomocnych kumpli z super drużyny GDI, którzy zostali i podziwiali plażę a ja musiałem sam latać i męczyć się z walecznymi żołnierzami NOD)
Jednak pozostanę przy strategiach tej serii.